No i przyszedł. Zupełnie nowy. Przywitany jak należy kanonadą eksplozji, hektolitrami napojów rozweselających i zabawą do białego rana. Rok dwa tysiące dziewiętnasty z kolei (licząc po chrześcijańsku rzecz jasna) jest już faktem. Najlepiej zdają się o tym wiedzieć nasi bracia mniejsi, tradycyjnie zastraszeni ludzkim zamiłowaniem do świętowania z wielkim hukiem. Nikt im nie zdążył przecież wyjaśnić, że człowiek kiedy już świętuje, dokonać musi kilku choćby eksplozji. W „hameryce” obiecali nawet zrzucić bombę. Na szczęście plan nie wypalił. Takie tylko wojskowe pojęcie humoru. Tymczasem znając nasze polskie zamiłowanie do polityki, nie sposobna zapytać o sprawy bieżące. A pytań wiele. Najwięcej chyba o noworoczne podwyżki, których przecież miało nie być. O ustawę, której autorzy uznali, że jednorazowe obicie żony, to nie przemoc domowa. O mocne postanowienie wybicia dzików i żubrów w polskich lasach. A i spraw lokalnych nazbiera się kilka. O te i inne sprawy spytać najlepiej cytując fragment „Wesela” mistrza Wyspiańskiego:

CZEPIEC

Cóż tam, panie, w polityce? Chińcyki trzymają się mocno!?

DZIENNIKARZ

A, mój miły gospodarzu, mam przez cały dzień dosyć Chińczyków.

CZEPIEC

Pan polityk!

DZIENNIKARZ

Otóż właśnie polityków mam dość, po uszy, dzień cały.

CZEPIEC

Kiedy to ciekawe sprawy.

DZIENNIKARZ

A to czytaj, kto ciekawy; wiecie choć, gdzie Chiny leżą?,

CZEPIEC

No daleko, kajsi gdzieś daleko, a panowie to nijak nie wiedzą,

że chłop chłopskim rozumem trafi, choćby było i daleko.

A i my tu cytomy gazety i syćko wiemy.

DZIENNIKARZ

A po co – ?

CZEPIEC

Sami się do światu garniemy. (…)

Marek Kurkiewicz

DODAJ KOMENTARZ:

avatar