Polska Grupa Zbrojeniowa potwierdza błąd, który doprowadził do śmierci pilota MiG-29

0
524

Tragiczny wypadek i dramatyczne wnioski. Polska Grupa Zbrojeniowa przyznaje: popełniono błąd podczas projektowania, a później nie wykryto go podczas produkcji. Niecały rok temu zginął pilot MiGa-29. Fotel katapultowy miał uratować mu życie, ale żołnierz runął na ziemię. Co dokładnie nie zadziałało i kto teraz za to odpowie?

Katastrofa samolotu MiG-29 6 lipca 2018 roku nigdy nie powinna się zdarzyć. I mogła się nie zdarzyć. – Wojskowe zakłady nr 2 zamontowały w fotelu katapultowym pierścień ścinający tak mocny, że podczas katapultowania spadochron się nie otworzył.

Jeśli ktokolwiek katapultowałby się na tym fotelu, zginąłby – dodaje ppłk. Tomasz Łyżwa, inspektor bezpieczeństwa lotów w skrzydle lotniczym F-16.

“Popełniono błąd na etapie projektowania detalu”

Kapitan Sobański zginął w lipcu zeszłego roku, bo prawidłowo nie zadziałał fotel katapultowy w jego MiGu-29. Nie otworzył się spadochron i pilot z ogromną prędkością i siłą, runął na ziemię. Po miesiącach szczegółowych badań Polska Grupa Zbrojeniowa, której zakład remontował fotele dla myśliwców, musiała publicznie przyznać się do błędu. “Dziś wiemy, że w 2011 r. popełniono błąd na etapie projektowania detalu, który nie został wykryty w procesie sprawdzania i wdrażania części do produkcji. (…)

Z osobami bezpośrednio uczestniczącymi w procesie projektowania tego pierścienia rozwiązano stosunek pracy” – oświadczyła PGZ. – Dwadzieścia kilka testów przeprowadzonych udowodniło, że pierścień był niewłaściwie wykonany. Miał wytrzymałość około 3 razy większą niż ten oryginalny, który powinien być.

Fotel katapultowy K36, montowany w samolotach MiG-29 uchodzi za jeden z najlepszych na świecie. Jak działa i jak pozornie mały błąd doprowadził do wielkiej tragedii – wyjaśniał po tej katastrofie reporter TVN24 Piotr Świerczek. – Pilot, jeśli czuje się zagrożony, szarpie za podwójny uchwyt. Trzynaście różnych naboi pirotechnicznych rozpoczyna sekwencję katapultowania.

Silnik rakietowy znajdujący się pod siedziskiem, niczym działo, wyrzuca fotel do góry – mówił. Cały proces trwa niecałą sekundę. Kolejne trzy sekundy – otwarcie spadochronu i automatyczne odcięcie pilota od fotela. Jakiekolwiek zaburzenie sekwencji powoduje, że nie rozpoczyna się jej kolejny etap. – W rurze z pironabojem znajdował się zbyt mocny pierścień, który zatrzymał, zablokował odstrzelenie zagłówka – dodawał Świerczek.

To spowodowało, że spadochron się nie otworzył, a pilot, wraz z fotelem, runął na ziemię. Wadliwe pierścienie były montowane w Wojskowych Zakładach nr 2 w Bydgoszczy. Na razie wiadomo, że pracę stracili ludzie odpowiedzialni za jego projektowanie. Ministerstwo obrony nie chciało rozmawiać o tym, czy będą wyciągnięte kolejne konsekwencje. Śledztwo prowadzi w tej sprawie prokuratura.

DODAJ KOMENTARZ:

avatar